Już od dłuższego czasu chciałem napisać o tym jak bardzo Facebook zmienił się w miejsce nieprzyjazne małym czy średnim inicjatywom. Dawniej założenie strony czy wcześniej grupy na Facebooku dawało realne możliwości dotarcia do odbiorców idei, produktów, rozrywki. Umieszczenie na fanpage informacji skutkowało tym, że docierała ona do każdego kto ten fanpage polubił. Zmieniło się to gdy Facebook wprowadził algorytm EdgeRank, który wybiera dla użytkowników to co zobaczą na swoich tablicach. Zostało to wprowadzone tylko po to aby zbudować model biznesowy, który polega na sprzedaży polubień fanpage’y oraz na sprzedaży zasięgu widzenia postów, które na tych fapnapage’ach się pojawiają. Wcześniej użytkownicy mogli sami zdecydować (oznaczając konkretne wpisy) czy chcą widzieć dane treści czy nie chcą. Z chwilą wprowadzenia EdgeRank ta wolność została ograniczona ponieważ teraz można określić czy chcesz widzieć czy nie treści, które wylosuje algorytm.

Dlaczego to jest takie ważne w kontekście opłacalności fanpage i dlaczego o tym piszę? Facebook był i nadal jest świetnym miejscem do komunikacji, jednak od wprowadzenia EdgeRanku i nowego modelu biznesowego próg opłacalności prowadzenia fanpage przesunął się w stronę, która oddala tę opcję od małych graczy. Jeśli powiedzmy jestem sobie blogerem, który ledwo co zaczął prowadzić bloga i nie ma zbyt wielu czytelników to obecnie prowadzenie dodatkowo fanpage będzie dla mnie dodatkową pracą, która nijak nie będzie przekładać się na efekty. Dlaczego? Ponieważ nawet jeśli będę miał na fanpage 10 lubiących to i tak nie dotrę ze swoim wpisem do nich wszystkich a tylko do tych, których wylosuje mi algorytm. Co więcej im mniejszą aktywność na fanpage będę przejawiał tym mniej osób algorytm mi wylosuje. Może się więc okazać, że moje wpisy trafią w pustkę.

Oczywiście znajdą się i tacy co powiedzą, że na prowadzeniu fanpage trzeba się znać. Przy czym jeszcze kilka lat temu nie trzeba było, jednak utrudniono proces komunikacji fanpage -> użytkownik aby za pieniądze można było go ułatwić. Powiedzmy, że nie przepadam za tego typu „innowacyjnością”. Biznesowa rzeczywistość objawiła się tym, że teraz trzeba albo się znać na marketingu i całym memowo-wiralowym stafie albo zapłacić ludziom, którzy się znają. Nawet żeby utrzymać minimalną aktywność na małym fanpagu trzeba się pogimnastykować. Także być może FB daje prestiż, nowoczesność, uwielbienie ludu ale dla małych inicjatyw, które nie mają zamiaru się aktywnie na nim promować to średnia opcja, żeby nie powiedzieć bezowocna. Oczywiście sprawa wygląda inaczej jeśli jesteśmy w stanie poświęcić na prace nad fanpage więcej czasu, wtedy istnieje jakaś szansa, że będzie on aktywny.